Straszów, wieś oddalona parę kilometrów od Rozprzy. Położona na skraju lasów, które ciągną się aż do Pilicy. Znana niektórym mieszkańcom naszej gminy z zabytkowego parku. Kiedy tu przyjeżdżam, kieruję się w jego stronę. W głębi zauważam dwa stare drzewa, dziś pomniki przyrody. Moje myśli wędrują do tych, którzy w tym miejscu mieszkali w czasie wojny. Do ostatnich właścicieli majątku Straszów.

Park ma obecnie gospodarza, jest nim szkoła podstawowa. Nieopodal niej, na rozwidleniu dróg leżą kamienie z wyrytymi napisami: „18.1.45” i inicjałami „J G”. Przy kamieniach, wypalone znicze. Mieszkańcy Straszowa; starsi i dzieci-pamiętają. Pamiętają o Józefie Grzybowskim, który był w czasie wojny najpierw zarządcą majątku Straszów, a później jego ostatnim właścicielem. Był aktywnym członkiem AK-Rejonu V (Rozprza) prawdopodobnie o pseudonimie Wiganda.

W jego lasach znajdowała się kwatera delegata do spraw zrzutów – Zbigniewa Kędzierskiego – ”Konrada” prowadzącego nasłuchy radiowe BBC z Anglii. Za pomocą szyfru, odpowiednimi melodiami sygnalizowano zrzuty lub ich odwołanie. Jeden z takich zrzutów miał miejsce na polach pana Grzybowskiego jesienią 1943 r. Poza tym był on założycielem, w roku 1942, Ochotniczej Straży Pożarnej w Straszowie. Pierwsza siedziba znajdowała się w jego majątku.
Rozmawiam z mieszkańcami wsi. Jedno jest pewne, zginął 18 stycznia 1945. Wtedy to w wioskach gminy Rozprza pojawili się Sowieci. Przechodził front. W jaki sposób nastąpiła Jego śmierć? W tej sprawie mieszkańcy są podzieleni. Jedni twierdzą, iż zginął on z rąk Sowietów wydany przez znajomego, kolegę z AK, zresztą gajowego lasów Grzybowskiego, który dopuścił się zdrady przechodząc do współpracy z AL. To on przy pomocy żołnierzy sowieckich dokonał pośrednio zabójstwa Józefa Grzybowskiego. Józef, gdy wojna się kończyła, mimo, że wiele osób ostrzegało go, że grozi mu niebezpieczeństwo i powinien się ukryć, wierzył i ufał wszystkim swoim znajomym, twierdząc, że nic złego nie zrobił i nie ma się czego obawiać. Inni twierdzą, że śmierć była następstwem tego, że Józef nie chciał w ręce Sowietów, oddać koni, które trzymał w stajni dworskiej. Bronił ich tak energicznie, że żołnierze sowieccy zastrzelili go przy wejściu do stajni. Początkowo Jego ciało pochowano przy dworze w parku, a później przeniesiono je na cmentarz w Rozprzy.
Jego żona – Zofia Grzybowska przybyła do majątku w 1941 roku. Wtedy to zawarła z nim związek małżeński. Była z wykształcenia nauczycielem matematyki i już w maju 1945 podjęła pracę dydaktyczną z młodzieżą ze Straszowa. Tutaj, aż do roku 1953, była kierownikiem szkoły. W latach 1954-67 była dyrektorem SP nr 31 TPD w Łodzi, którą od podstaw tworzyła. Zmarła w roku 1967, w wieku 56 lat. Jej ciało spoczęło obok męża. Warto dodać, że Zofia nigdy powtórnie nie wyszła za mąż. Zofia Grzybowska jest patronką szkoły podstawowej w Straszowie. Świadczy to o ogromnych zasługach pani Grzybowskiej dla miejscowej społeczności, która o niej pamięta do dziś.

Józef jest postacią o wiele mniej znaną. Nawet na grobowcu państwa Grzybowskich zamieszczony jest inny pseudonim. Nie jest to Wigant, a Gigant, być może posługiwał się dwoma.

Ci, którzy mogliby opowiedzieć o Józefie Grzybowskim, już nie są obecni wśród nas. Pozostał park, drzewa, które gdyby tylko potrafiły mówić…
Dziękuję serdecznie za pomoc w przygotowanie artykułu p. Agacie Lipińskiej oraz p. Małgorzacie Pokora.
Opracowała: Maria Baranowska
Komentarze do “Czy „brat” wydał „brata”? Tajemnica śmierci „Wiganta””